czwartek, 2 sierpnia 2012

,,Śmierć jest jedną,wielką niewiadomą" Rozdział 8

    Gdy się obudziłam , znów ten  sam widok na około.Białe ściany białe łóżka, kwiaty na stolikach,i lekarze z pacjentami jak ja. Zawsze byłam ciekawa, jak to jest w szpitalu, brać jakieś leki, które dają nam lekarze , chociaż nie  wiemy co to. Interesujące , jak musimy ufać obcym ludziom , których nie znamy.
 Zobaczyłam jak w moim kierunku zmierza Przemek. Bardzo się ucieszyłam , ale i się zdziwiłam, co on tu robił, gdyż była  dopiero 10 i to był czwartek.
-Moje słońce w końcu się obudziło.-I pocałował mnie w policzek.
-Kochanie... co ty tutaj robisz?
-Odwiedziłem Cię tutaj.
-Ale o której godzinie? Nie masz zajęci?
-Odwołali ze względu tam na jakieś choroby ludzi i wycieczki. Zdziwiło mnie to trochę, ale byłem radosny,
 gdyż mogłem przyjechać do Ciebie.A jak tam twoje zdrowie?
-Lepiej ... muszę Ci coś powiedzieć.
-Co takiego ?
-Mam...mam nowotwór.
-Co?Ale jak to? Przecież nic nigdy nie miałaś.
-Ale niestety, mam nowotwór i nic na to nie poradzę.
-Ile Ci zostało?
-Najwięcej 3 miesiące.
-Jezu jak mało.-stał się smutny i poważny.-Kocham Cię i nie zostawię aż do końca.
-Naprawdę?
-Tak naprawdę. Nie zostawię Cię  z tym samą.Jesteś dla mnie wszystkim.-I pocałował mnie w policzek.
-Kocham Cię.-Z radością to powiedziałam.
-Ja Ciebie też kochanie.
 Nagle weszła pielęgniarka i kazała wyjść Przemkowi gdyż muszę odpoczywać.Żal mi jej !! Wszystko zepsuła.
-To pa kochanie -Pocałował mnie w policzek i poszedł.
-Pa.-Zdążyłam tylko to mu powiedzieć.
 Pielęgniarka poprosiła, żebym się ubrała jeśli chcę, gdyż mogę wyjść na zewnątrz. Przynajmniej mnie to ucieszyło. Po 5 minutach mogłam już wyjść. Wyszłam do jakiegoś ogrodu, gdzie była fontanna a na niej amor. Było tutaj dużo kwiatów, krzewów i drzew. Szłam krętą  ścieżką która była z kamyków i bardzo tutaj mi się podobało. JEST TUTAJ JAK W RAJU.
-Jest tutaj przepięknie.-Powiedziałam z fascynacją.
-Każdy chwali nasze ogrody, gdyż są bardzo zadbane i staramy się naszym pacjentom tutaj żeby zapomnieli o swoich chorobach.
-Aha.- Zostawiła mnie w ogrodzie ,żebym sobie mogła robić co chce.Ja poszłam sobie na ławeczkę która była obok i postanowiłam pooddychać świeżym powietrzem jak najdłużej.Zobaczyłam kilkanaście dzieci, które ganiały się i bawiły w berka. Zdziwiona trochę tym faktem, że cieszą się z pobytu tutaj , popatrzyłam dalej. Byli też starsi ludzie, grający w szachy i czytający jakieś gazety.
 Po kilku minutach obserwowania ludzi, ujrzałam obok pielęgniarkę.Trzymała w ręce jakieś tabletki, po czym kazała mi je połknąć.Oczywiście dała mi wodę żebym je popiła. Podziękowałam, a ona szła dalej, do innych pacjentów.Nie chciałam już siedzieć, więc postanowiłam że pójdę na mostek znajdujący się niedaleko . Nikogo na nim nie było , więc było lepiej dla mnie. Usiadłam na nim i patrzyłam na staw który był pode mną .Obserwowałam w tym momencie jakieś ryby o różnych kolorach.Nie chciałam już wracać , mogła bym tu siedzieć tak i patrzeć na ten wspaniały ogród . Ale po 15 minutach takiego ciekawego siedzenia, przyszedł lekarz, którego jeszcze nie widziałam i kazał wrócić do budynku, bo będzie burza. I miał rację, nie patrzyłam na niebo. Było teraz zachmurzone i szybko wróciłam do budynku i do swojego ,,pokoju''.

Róża




                                                                    Co to róża?
                                             Róża, to piękno które jest zakazane,
                                       Piękno, które trudno zdobyć.
                                            To marzenie, jakie jest piękne,
                                       Marzenie, które może się spełnić.
                                            To miłość, która jest wyjątkowa,
                                       Miłość od pierwszego wejrzenia.
                                            To przekleństwo, które jest wieczne,
                                       Przekleństwo, które nazywa się samotnością.
                                        To wieczne szaleństwo, za którym się nie przepada,
                                       Szaleństwo, które doprowadza do szału.
                                             Ale róża, to tylko róża,
                                      To kwiat, który ma krwiste płatki,
                                             Który jest piękny, chociaż przeklęty.
                                     Więc jest skazany na samotność, 
                                             Ale może zdarzyć się coś,
                                        Coś, co zmieni jej żywot.
                                              Ktoś jej może pomóc,
                                                         Ale nikt nie wie kto.

,,Śmierć jest jedną,wielką niewiadomą" Rozdział 7

  I znów w tym samym łóżku, tym samym pokoju i znowu sama. Nie chcę już żyć, chcę umrzeć, nie obchodzi mnie życie. NIENAWIDZĘ GO!!! Jak mogło to się stać, przecież nic mi nigdy nie było.
Zobaczyłam nowe kwiaty, były to róże. Kochałam te kwiaty za to  jakie są . Mają kolce które  są ostre, ale gdy znikną, stają się bezbronne i niewinne.
 Te róże były od Przemka , który był tutaj a ja go nawet nie widziałam. Znów zostawił tylko liścik w którym było napisane:
  Hej piękności moje, byłem tutaj u Ciebie, ale pielęgniarka nie pozwoliła  zbyt długo przebywać z Tobą. Zostawiłem Ci róże, gdyż słyszałem że uwielbiasz je. Wracaj do zdrowia kochanie.
                                                                                                       Kocham Cię 
                                                                                                                         Przemek
Jaki on jest słodki. Mam przynajmniej osobę, która mnie kocha i chce być ze mną.Bardzo się cieszę z tego powodu, że chociaż jedna osoba będzie za mną tęsknić.Muszę mu to powiedzieć , że jestem chora. Bałam się jego reakcji , czy ucieknie i mnie zostawi , czy też będzie ze mną do ... do końca. Ciekawe ile mi jeszcze zostało. Chciała bym spełnić, może drobnostkę swoich marzeń. Zwiedzić Chiny , Hiszpanię , Francję (w której już byłam, ale było tam cudownie) , mieć jakieś domowe zwierzątko (gdyż moja mama nigdy w życiu nie będzie chciała zmienić tego zdania)  i tak dalej i tak dalej... Ale może się uda, mam taką nadzieję. Ciekawe, czy rodzice już wiedzą o mojej chorobie czy nie. I czy szkoła się dowie, czy też nie. O czym ja teraz myślę?!?! Powinnam jakiś testament pisać albo coś. Hmmmm, dobry pomysł. Kartki leżały jakieś na stole razem z długopisem , więc wzięłam je od razu i zaczęłam pisać...Ale jak to się zaczyna?? Dobra zrobię po swojemu jak nie będzie pasowało komuś , to się zmieni.

                                                                    Testament Alicji Gidzińskiej 
    Moje wszystkie oszczędności jakie uzbierałam w swym marnym życiu, przeznaczam dla dzieci z domu dziecka.
 Mój telefon razem z mp4 przeznaczam dla Dominiki M. (gdyż jej obiecałam),  
Moje ubrania które nosiłam oddać komuś ( bo jestem uczciwa).
Meble w moim pokoju, można sprzedać , a jeśli nie to zostawić.
Bardzo bym chciała wszystkim podziękować , za to że się mną opiekowali , lub byli moimi przyjaciółmi/znajomymi.


 I dobra jakoś napisałam najgorsze co mogło być, chociaż było to proste.Zobaczyłam za szybą moją mamę, która rozmawiała z lekarzem. Wyglądała jakoś inaczej niż zwykle , była smutna i to bardzo. Nie widziałam ją w takim stanie nigdy. Weszła do pokoju ze łzami w oczach , a ja schowałam ,,testament'' pod gazety które leżały na stoliku.
-Mama!
-Alusiu... wiem co Ci jest już. Czemu nie powiedziałaś tego wcześniej?
- Mówiłam Ci już. Myślałam że to  normalne od słońca.
-Dobrze, już dobrze.Nie martw się nic się nie stało. Musisz z tego wyjść, nie pozwolę ci...umrzeć-powiedziała to słowo z taką nienawiścią, że aż się przestraszyłam.
-Mamo...Wiesz ile mi zostało jeszcze?
-Tak. Mówili mi że z jakieś 3 miesiące najwięcej.
-Aż tak mało?
-Przykro mi kochanie.Tak mało Ci poświęcałam czasu z tatą że aż zapomnieliśmy o Tobie.
-Mamo to nie wasza wina przecież że mam nowotworu przez was.
-Ale za mało czasu z Tobą spędzaliśmy, nie wybaczę sobie tego.
-Mamo, przestań tak mówić.Czy każdy wie co mi się stało?
-Nie wiem córeczko, raczej nie.
-A szkoła?
-A dzwoniła dyrektorka i pytała o twój stan zdrowia i co Ci jest, ale nie odpowiedziałam jej bo sama też nie wiedziałam.
-Aha i nie mów jej w najbliższym czasie, nie chce żeby cała szkoła wiedziała co mi jest. Dobrze?
-Jeśli tak chcesz to dobrze, twoja decyzja.
-Dziękuję że mnie słuchasz.
W tym momencie weszła pielęgniarka i kazała mojej mamie, opuścić już ,,mój pokój'' gdyż muszę odpoczywać jak najwięcej.Mama pocałowała mnie w czoło i pożegnała się  ze mną.Ja za radą pielęgniarki, poszłam spać, chociaż to nie było takie proste.

środa, 1 sierpnia 2012

,,Śmierć jest jedną,wielką niewiadomą" Rozdział 6

    Gdy się obudziłam, znów ten sam ból i następny dzień. Znowu w szpitalu i sama, sama jak palec. Zobaczyłam na zegar, który był na korytarzu i była godzina 10. Zobaczyłam na stoliku jakiś list.To od Dominiki. Pisało tam sporo ale przeczytałam :
 Hej Alu! Przyszłam do Ciebie wieczorem około 20 ,ale spałaś i nie chciałam Cię budzić oraz pielęgniarka radziła Ci odpoczywać.Twoja mama mi powiedziała że straciłaś przytomność i mnie zabrała ze sobą do Ciebie. Przyniosłam Ci czekoladę od Przemka. Co do pizzy nie było jej gdyż chłopacy i cała szkoła o tym się dowiedziała. Przemek się chyba trochę wkurzył na siebie albo nie wiem, ponieważ był w szkole i gdy Cię zobaczył na wózku (tak słyszałam) to sie strasznie wkurzył i chciał nawet jechać z tobą ale nie pozwolili mu. Mam nadzieję, że Ci sie poprawi i że wyzdrowiejesz.         Pa   pielęgniarka karze już iść. 

   Gdy przeczytałam ,zobaczyłam na stoliku czekoladę i miała rację. Obok czekolady pisał malutki liścik. Nie chciałam już czytać, ale przełamałam się i otworzyłam go :
  
Hej kochanie,słyszałem że sie źle poczułaś i zemdlałaś.Więc kupiłem Ci czekoladę na pocieszenie : )
Mam nadzieję że Ci się poprawi. Odwiedze Cie nie długo. 


Gdy przeczytałam, chciałam się rozpłakać ale się powstrzymałam, gdyż weszła pielęgniarka.
-Dzień dobry Alicjo.Jak tam zdrowie?
-Dzień dobry.Rano gdy wstałam, zakręciło mi się w głowie.
-Musimy wziąć Cię na badania, na oswietlenia  gdyż... nie wiemy co Ci jest.- Już sie nie uśmiechała i się odwróciła .
-Aha dobrze-I wywiozła mnie na wózku do jakiegoś zamkniętego pomieszczenia i pomogła dostać się do rentgena.
Po rentgenie, przyszedł do mojego ,,pokoju'' lekarz i ze smutkiem powiedział:
-Alicjo...jest mi bardzo przykro o tym mówić ale muszę Ci to powiedzieć.-I zaciął się.
-Co się stało panie doktorze?
-Masz nowotwór...jest on złośliwy.
-Co to znaczy?
-Że... że jest bardzo mało szans na przeżycie.
-Ale jak to przecież ja  jestem zdrowa, nic mi nigdy nie było.To niemożliwe-Po tych słowach wszystko się zapadło, całe moje życie legło w gruzach. CO JA TERAZ ZROBIĘ?!?!Zaczęłam płakać tak bardzo ,że aż straciłam  przytomność i nic dalej nie pamiętałam.

niedziela, 15 lipca 2012

,,Śmierć jest jedną,wielką niewiadomą" Rozdział 5

Gdy się obudziłam, znów o mało nie zemdlałam. Muszę to komuś powiedzieć, bo może to być coś poważnego ale raczej  nie. Ubrałam się , zjadłam śniadanie i wyszłam. Przemek już stał pod bramą, gdyż wiedział o której wyjdę.
-Hej moje piękno.
-Hej Przemek.- I pocałowałam go w policzek.
-Jak tam ci się spało?
-A nawet, nawet. A tobie?
-Źle i  znasz powód.
-Cieszę się.
-O której tam będziecie szły na pizze?
-A jeszcze nie wiem. A wy ?
-A jakoś po 20. Kochanie..
-Tak?
-Przyjdziesz jeszcze do mnie dzisiaj?
-Może..
-No weź proszę cię. Nie upieraj się. 
-Zobaczymy.-I poszliśmy  do szkoły. Przed szkołą oddzieliliśmy się i poszliśmy własnymi ścieżkami.Ja wpadłam jeszcze do Dominiki ustalić szczegóły pójścia na tą pizze.
-Hej Misia.Co tam u Ciebie?
-Hej Ala.A myślę w jakie ciuchy ubrać się na pizze bo nie wiem.
-Ale problem. No zwykłe jakieś. Przecież to nie koniec świata.
-Jasne, Tobie to tam obojętnie.
-Oj tam, nie przeżywaj.
-Dobra, To o której idziemy?
-O 20 ileś ?
-Ok.
-Dobra lecę do szkoły.Pa.
-Pa.
   I musiałam jak zwykle pośpieszyć się  gdyż zostało do dzwonka 5 minut , a nie chciałam stać w korkach.
Idę patrzeć na plan lekcji i mam pierwsze...Chemię. Ale głupio choć minęło tyle miesięcy nadal nie znałam planu lekcji swojego. I zaczyna się lekcja, wchodzimy do klasy i się rozgaszczamy.
-Dzień dobry.-Mówi Pani.
Ledwo jej odpowiadamy bo jej nie lubimy.-Dzień dobry.
Nagle czuję że zaraz się przewrócę z krzesła i nie mogę nic zrobić.Wszyscy w krzyk lecą do mnie. Tylko tyle z tego pamiętam...
Budzę się w łóżku  które nie jest moje, ściany są białe a obok też są jakieś łóżka tyle że..puste. Chcę wstać, nagle czuję duży ból w sercu , jakby nawet paraliż. I przestało.Obok siebie widzę kwiaty, które są śliczne. JEZU,CZY JA DO CHOLERY JESTEM W SZPITALU?!?! Najwidoczniej tak gdyż widzę za szybą lekarzy i pacjentów. Po chwili wchodzi do mnie lekarz  z pielęgniarkom.
-Dzień dobry pani...-Patrzy na kartę.-Alicjo.
-Dzień dobry doktorze-Ledwo to powiedziałam.-Co ja tu robię?
-Miałaś osłabienia, które są powodowane.. Jeszcze nie wiemy czemu tak jest.-I delikatnie się uśmiechnął.
-Czy jest ktoś z mojej rodziny?
-Tak na korytarzu jest twoja mama i tato.Zawołaj ich.-Powiedział do pielęgniarki.
-Tak jest doktorze.-I poszła.Po 10 sekundach była już z moimi rodzicami.
-Mamo..Tato..-Ledwo powiedziałam.
-Alusiu,czemu nic nam nie powiedziałaś?
-Myślałam,że to normalne.
-Panie doktorze , co jej jest? -Spytał się tato.
-Na razie jeszcze nie wiemy , ale możliwe że jest to... Nie będziemy mówić tego czego nie jesteśmy pewni. Pójdzie na oświetlenia głowy i ciała więc dowiemy się.
-Dobrze, zgadzamy się. -Powiedziała mama.
-Więc ja już nie będę przeszkadzać państwu. Do widzenia.
-Do widzenia.
 -Mamo co się stało przecież miałam lekcje chemii i pamiętam że nie mogłam nic zrobić.Co się później stało?
-Pani chemiczka zadzwoniła po karetkę, ponieważ nie reagowałaś na nic. I później jak trafiłaś tutaj to zadzwonili do nas że osłabłaś.
-Jezu.Ale czemu to się dzieje?
-Nie wiemy kochanie.Gdy pójdziesz na oświetlenia dowiemy się wszystkiego.
-No dobrze.
-Przepraszam państwa, ale córka państwa musi odpoczywać i zalecała bym wyjście.
-Dobrze już wychodzimy.Pa Alu.-I pocałowała mnie w czoło.
-Pa mamo,tato.-I wyszli, zostałam sama.
Posłuchałam się pielęgniarki i poszłam spać.
  


piątek, 22 czerwca 2012



Biała róża
Ujęłam w dłonie
Białą, śliczną różę
Upojona jej wonią
Syciłam widokiem oczy
Pieściłam płatków skronie
Czując piętno błogiej niemocy
Nie mam już róży
A wiatr zdmuchnął ostatni po niej pyłek
Szczęście podziela los kwiatów
Jest piękne i trwa bezlitośnie krótko










niedziela, 15 kwietnia 2012

,,Śmierć jest jedną,wielką niewiadomą" Rozdział 4

 Stanęliśmy przed  jego domem,który był ogromny i piękny. Miał mnóstwo okien i z pięć balkonów.
-Jezu nie wiedziałam że jesteś taki bogaty.
-Nie lubię się chwalić zbytnio.
-Aha.
Weszliśmy do holu oczywiście pięknego, tak jak cała reszta.
-Nie ma nikogo w domu, więc jesteśmy tylko sami..-I znów na mnie spojrzał tym swoim uwodzicielskim spojrzeniem, na którego nie mogłam się powstrzymać i musiałam go pocałować i trwało to ok 4 minut . Potem oprowadził mnie po całym domu a  było tego trochę sporo. Z jakieś 10 pokoi na dole i  na górze. Gdy pokazał mi swoją sypialnie a ja oczywiście wsłuchałam się w jego głos, nagle zamknął drzwi na klucz i schował go.
-Co ty robisz?
-A jak ci się zdaje?
-Ale...
-Nie skrzywdzę Cię, tylko chce spróbować.-I rzucił mnie na łóżko i zaczął całować tak namiętnie, że nie protestowałam. Dał ręce pod moja bluzkę i dotykał delikatnie i powoli. Nie opierałam mu się, gdyż podobało mi się. Nagle obydwoje słyszymy, jak ktoś otworzył drzwi do domu  i mówi:
-To my wróciliśmy wcześniej!
 Przemek szybko zszedł ze mnie i szybko otworzył drzwi od swojego pokoju . Ja wstałam i się spytałam:
-Co jest?
-Moi rodzice wrócili trochę wcześniej.Musimy zejść na dół i Cię przedstawić.
-What!?
-Bądź miła i... Wybacz mi. Proszę.
-No dobra , postaram się być miła.
 I zeszliśmy na dół ,gdzie byli rodzice Przemka. Trochę się bałam, bo co mogą powiedzieć o mnie tutaj?
 -Jak tam w szkole Prze....-Zacięła się jego mama.
-Mamo, tato to jest moja dziewczyna Alicja.
-Dzień dobry, bardzo miło państwa poznać.-Ledwo powstrzymałam się od jęknięcia.
-Dzień dobry Alicjo. Widziałaś nasz cały dom?-Spytał się ojciec.
-Tak i jest on bardzo piękny.
-Dobra, to my idziemy się przejść z Alicją.
-Ok ,pa.-Powiedzieli naraz rodzice.
 -Do widzenia państwu.
 I wyszliśmy z jego domu na drogę a Przemek i ja zaczęliśmy się śmiać.Po jakiś 5 minutach przestaliśmy ,bo musi być powaga.Przemek mnie wziął za rękę i poszliśmy tam gdzie by nie było ludzi. Poszliśmy więc do lasu  bo tam nigdy nie ma nikogo.
-Alu.. Przepraszam za rodziców. To się rzadko będzie zdarzać.
-Nie przepraszaj mnie za taką drobnostkę.-I pocałowaliśmy się.
Odprowadził mnie do domu i pocałował mnie w policzek na pożegnanie.
-Przyjdę po Ciebie jutro.I nie zapomnij o jutrzejszej pizzy.Pa.
-No ok.Pa -I weszłam do domu jak najciszej żeby mama mnie nie złapała i poszłam do swojego pokoju, odrobić lekcje.



poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Śmierć jest jedną, wielką niewiadomą Rozdział 3

Rozdział 3

  Gdy już przyszłam do domu i zamknęłam się w pokoju, położyłam się na łóżko  jak nigdy w życiu szczęśliwa. Kurde! Zapomniałam o Aśce która nie wie, że pizza jest w czwartek a nie dzisiaj we wtorek.Dzwonię do niej i mówię:
-Jezu Aśka nie uwierzysz mi !
-Co się stało?
-Pizza jest w czwartek  i ...
-No co?!
-Zostałyśmy zaproszone na nią o 20:30!!
-Kitujesz?
-No nie, mówię Ci. A i jeszcze jedna sprawa ale już nie przez telefon, spotkajmy się na lodach ja stawiam.
-Ok, już się zbieram.
-No to pa.
-No pa.
  Byłam już taka szczęśliwa nic mi nie mogło zepsuć dnia. Wyszłam po cichu i krzyknęłam tylko rodzicom że wychodzę na lody z Asią.Gdy wyszłam, już czekała na mnie przed domem i poszłyśmy.
-Zośka co ty taka jesteś szczęśliwa ? -Zdziwiona spytała się
-Chodzę z Przemkiem!-Radosna powiedziałam jej.
-Jezu od kiedy?!
-Po szkole mnie odprowadził do domu a w parku ...Pocałował mnie i mi powiedział, że od kiedy tylko mnie poznał , chciał to mi powiedzieć.
-To super, gratuluję!
-Dzięki. A i jeszcze coś, Piotrek się zabujał w tobie .
-Nie mów.Ale super!
-Też się cieszę.
Po zjedzeniu lodów, poszłyśmy na spacer do parku, gdzie spotkałyśmy kujona i jego ekipę. Od razu wiedziałyśmy że będą nas zaczepiać, więc ich ominęłyśmy idąc inną  ścieżką. Odprowadziłam ją do domu i wróciłam do domu , gdzie od razu poszłam do pokoju.
  Następnego dnia wstałam i nagle zakręciło mi się w głowie.Myślałam że to normalne. I w pewnym momencie gdy już przestało mi się kręcić, dostałam smsa:

   ,, Hej kochana,może przyjdę dzisiaj po Ciebie i pójdziemy razem do szkoły co ty na to?Odpisz mi jak najszybciej.'' 

Od razu mu odpisałam że chętnie z nim pójdę do szkoły bo mam do niej niedaleko. Ubrałam się, zjadłam śniadanie i zadzwonił dzwonek do domu.Wiedziałam że to Przemek ale że aż tak szybko?
 -Hej skarbie jak minęła noc?-I pocałował mnie.
-A dobrze a tobie?
-Źle, bo nie było Ciebie.
-No dobra chodź już do szkoły, bo się spóźnimy.
Szliśmy za rękę aż do szkoły.Nagle mnie puścił i powiedział:
-Zosiu,możemy nikomu nie mówić o tym że jesteśmy parą?
-Ale czemu?
-Jeszcze nie, zrozum.
-No dobrze .
 I poszliśmy do szkoły oddzielnie . Ja musiałam wpaść do Aśki, ponieważ nie chciałam by komuś o tym mówiła.
-Hej jak tam...
-Ciiiiiiii nie gadaj tego głośno bo jeszcze ktoś usłyszy.-Powiedziałam Aśce.
-No ok. W co się będziesz ubierała na pizze?
-Nie wiem. Pewnie jakąś sukienkę mini a ty?
-Rurki kolorowe i tunikę.
-Faaajnie.
-Hehe co masz pierwsze?
Nagle poczułam że zaraz zemdleję i upadnę ale Aśka mi pomogła i tego nie zrobiłam.
-Zośka...Co to było??
-Sama nie wiem. Rano też tak się poczułam. Pewnie chwilowe, przejdzie mi.
-No mam taką nadzieję.
-Dobra lecę na lekcję . Pa jak by co to na przerwach się spotykamy.
-No Pa.
 I poszłam do głupiej szkoły, której nie cierpiałam z powodu ludzi którzy tam przebywali. Po lekcjach, gdy wyszłam ze szkoły czekał już Przemek na mnie.
-Hej piękna, jak tam lekcje?
-Nie pytaj, okropnie.
-Mam propozycje.Chodź do mnie mam wolną chatę.
-Naprawdę? Chętnie pójdę do Ciebie. -Odpowiedziałam radosna.
-Tylko ostrzegam mogę się nie pohamować...
-Nie mam pojęcia o czym mówisz- I się lekko uśmiechnęlam -A daleko stąd mieszkasz?
-Blisko na szczęście.
-Ok. -I poszliśmy za rękę aż do jego domu.

niedziela, 8 kwietnia 2012

Śmierć jest jedną,wielką niewiadomą Rozdział 2

 Rozdział 2
Weszłam do szatni, przebrałam się i wyszłam w kierunku zastępstw i okazało się ,że nie mam NIEMIECKIEGO !! Kocham  ten dzień! Gdy już się uspokoiłam poszłam w kierunku sali gdzie mam sztukę.
Tam  oczywiście były największe plotkary jakie mogły się przytrafić w życiu -Klara, Wiolka i Ewka . Przeszłam obok nich  i zaczęłam słuchać muzyki , oczywiście po kryjomu ,bo zakaz jest w szkole noszenia telefonów mp4... itd. Nie wiem w ogóle kto wymyślił ten idiotyczny zakaz, bo co niby mamy robić na lekcjach np. chemii?  Mamy się uczyć? Absurd! My piszemy smsy, robimy zdjęcia i oczywiście gadamy. Ja akurat na chemii siedzę z kujonem (Wojtkiem) i idiotą Jaśkiem który tylko wymusza wszystko od Wojtka...
  Gdy tak słuchałam muzyki , w moim kierunku szedł Przemek, Piotrek i Arek którego nienawidziłam.Niby się na nich nie patrzyłam ale zatrzymali się obok mnie.
-Siemka Zośka!- Krzyknął Arek.-Tak dawno Ci nie dokuczałem  że muszę ...
-Arek zapomniałeś po co przyszliśmy?- Powiedział do niego Przemek.-Masz być miły.
-No dobra stary wyluzuj.-Bąknął do niego Arek.
- Hej po co przyszliście do mnie? -Zdziwiłam się trochę.
-Przyszliśmy zaprosić Ciebie i twoją znajomą  Asię na pizze z okazji moich urodzin. Przyjdziesz?- powiedział Piotr.
-Ok ale kiedy i gdzie? -Zszokowana swoją pewnością że pójdę spytałam się.
-W czwartek o 20:30. Pasuje?-Odpowiedział mi Przemek.
-Możliwe że wpadniemy z Asią.
-No ja myślę.-Powiedział Piotrek.
-Dobra jak nie pasuje ci to...
-Arek!! -Krzyknęłam na niego-Odwal się w końcu ode mnie bo naprawdę możesz pożałować że mi dokuczasz. A może chcesz się bić co?
-Ok powiedz tylko kiedy?
-Dzisiaj po lekcjach.
-Przestańcie macie się nie bić jasne?-Powiedział nam Piotrek. Gdyby nie on , pewnie już bym się lała z Arkiem.
-No dobra już się uspokoiłam.
-No dobra to na razie.Cześć!-Krzyknął Piotrek i już go nie było z Arkiem którego wziął ode mnie.
-Zosiu możemy pogadać?-Powiedział cicho Przemek do mnie który zostawił kumpli.
-Jasne. Co jest?
-Ale nie tu i teraz.Może po lekcjach.Ok? Ile masz lekcji?
-Mam dzisiaj 7.-Powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
 I nagle zadzwonił dzwonek, który zniszczył wszystko.
-To na razie Zosiu! - Krzyknął do mnie Przemek który biegł na wf.
    Zadowolona z siebie i radosna weszłam do klasy na sztukę którą uwielbiałam, ponieważ kochałam szkicować.A Wojtek nic nie umiał więc siedział ze mną i mu ciągle pomagałam.
 Gdy skończyłam te cholerne 7 lekcji szybko weszłam do szatni by ominąć tłok, który będzie zaraz. Ubrałam buty wzięłam kurtkę i wyszłam . Gdy wyszłam ze szkoły czekał na mnie Przemek.CHOLERA!
Zapomniałam z tego wszystkiego o nim. Szybko wysyłam mamie smsa że wrócę trochę później i podchodzę do Przemka.
-Hej a już myślałem że zapomniałaś.
-No coś ty ja zapomnieć? -A takie kłamstewko ;] -No to o czym chciałeś pogadać ze mną?
-Przejdźmy się. Gdzie mieszkasz?
-Pare kilometrów stąd. A co?
-Odprowadzę cię.
-A kiedy mi powiesz o co chodzi?
-W parku.
 Gdy już byliśmy w parku w samotności  spytałam się w końcu niego:
-No dobra Przemek,o czym chciałeś rozmawiać bo no wiesz jestem nie cierpliwa.
 Przemek odwrócił się w moja stronę  i zaczął powoli do mnie podchodzić.
-Zosiu, ja chciałem Ci powiedzieć... - Teraz był już naprawdę blisko.
Jedna z jego dłoni znalazła się na moich włosach i zaczęła się przesuwać coraz niżej do policzka i tak az do ust. Teraz   gdy bylismy tak blisko siebie, mogłam spokojnie spojrzeć mu w oczy które były koloru ślicznego błękitu. Nie wiedziałam kiedy mnie delikatnie pocałował. To było takie słodkie.
-Zofio ... chciałem to zrobić, od kiedy tylko Cie poznałem.
Pocałował mnie tym razem mocniej a ja juz odpłynęłam w krainę ...czegoś tam.
Po jakiś kilku minutach  przestaliśmy , gdyż zauważyliśmy jak  idą przechodnie którzy zaraz będą przechodzić obok nas.
-Przemek czemu nas zaprosiliście na pizze?
-Właśnie z tego powodu co ci powiedziałem.
-A Asia?
-No pomyśl po co ją zaprosił Piotrek?
-No to będzie fajnie.
-Odprowadzić Cię do samego domu?
-Jeśli masz taką  ochotę..
 -Oczywiście.-I pocałował mnie.
                                                             Oto moje dzieło ;]

,,Śmierć jest jedną,wielką niewiadomą" Rozdział 1

                                                                          Wstęp
     ...Nie wiedziałam że mam tą chorobę ale jednak i pewnie umrę za kilka miesięcy...

    Rozdział I 
 19 marca 2011
 -Zosiu.. Zosiu wstawaj do szkoły bo się spóźnisz na autobus. -Powiedziała mama jak zwykle rano.
- Nie chce mi się.
-Masz  jeszcze 5 min.
 Nienawidzę gdy muszę wstawać do szkoły TO JEST ŻAŁOSNE!
Mam na imię Zosia i mam 16 lat.Jestem blondyną o zielono-niebieskich oczach i niskiego wzrostu.Każdy mnie denerwuje tym , że gdy stoi obok mnie to się zaciesza że jest wyższy... Szlag by to trafił. CZEMU JESTEM TAKA NISKA?
Ubrałam się w rurki, jakąś  czarną koszulkę i oczywiście szarą  bluzę w której uwielbiałam chodzić. Poszłam zjeść śniadanie, spakowałam się i jak zwykle musiałam się pośpieszyć bo autobus zawsze jest wcześniej. Ale akurat tym razem musiałam jeszcze czekać ale niestety nie sama tylko z  głupią ekipą która miała do wszystkich jakiś problem . Zawsze mnie denerwowali, naśmiewali się ze mnie ale mogłam zawsze  im przywalić i się tego nie bałam . Ale tym razem , nie przyczepili się do mnie.
  Kiedy dotarłam do szkoły postanowiłam pójść do podstawówki do mojej bliskiej znajomej Aśki,  która
 jest jak wiadomo młodsza , ale bardzo inteligentna.
   -Hej Aśka! Co tam?- Spytałam.
-Nudy mam dla ciebie wieści !
-Już się boję.
-Jak z moich tajnych źródeł wynika Piotrek ma być dzisiaj na pizzy z kumplami i...
-Chcesz żebyśmy tam poszły zgadza się?
-No ale chociaż na pół godziny pliiiis zrób to dla mnie.
-No ok.-Zgodziłam się bo nie miałam innego wyjścia.
-A wiesz że będzie tam Przemek co nie?
-No to co...- Odparłam jak niby nigdy nic.
 Aśka była szalenie zakochana w Piotrku z 2 gimnazjum ale nie chciała mu o tym mówić ponieważ się wstydziła. Ja natomiast byłam wpatrzona  w Przemka, który kumplował się z Piotrkiem, ale niestety też się wstydziłam o tym powiedzieć mu ponieważ zawsze lubiłam się bić z chłopakami a nie z nimi flirtować. Ale Przemek był zupełnie inny od reszty chłopaków ponieważ patrzył się na mnie inaczej  i był bardzo pociągający moim zdaniem.
 - Jasne ,jasne ty mi tu nie gadaj że nie lecisz na niego.
-No ale powiedz czy taka dziewczyna jak ja zasługuje na chłopaka?- Powiedziałam trochę ze smutkiem.
-Dobra zapomnijmy o tym temacie. Co masz pierwsze?
-Sztukę- Odparłam-A ty?
-Informatykę.
-Dobra ja już lecę do gimnazjum bo będzie tłok w szatni. Pa
-Pa masz być na przerwach na dworze!
-Ok- I wyszłam z nosem w telefon bo musiałam zobaczyć czy nikt do mnie nie dzwonił.
 Szłam tak aż nagle stuknęłam się z Wojtkiem moim kumplem z klasy i zawsze brałam od niego zadania domowe bo nie miałam nigdy czasu na odrabianie ich.
-Sory Wojtek.
-Spoko. Masz zadania z matmy?
-Żartujesz czy ty jesteś na prawdę taki tępy?
-Dobra masz zeszyt ode mnie ale na sztuce masz ty mi pomagać.
-Ok.Nara.
-Nara.-I poszedł do swoich kumpli a miał ich sporo, a ja do szkoły przebrać się.


sobota, 7 kwietnia 2012

Przedstawienie się

Hej mam na imię Alicja, mam 14 lat i moje hobby to :
-aktorstwo (zwłaszcza)
-szkicowanie
-jeżdżenie na rolkach na rowerze
-pływanie

 Będę na tym blogu pokazywać moje opowiadania które nie są prawdziwe, zdjęcia które mi się podobają , mówić co dzieje się u mnie na  co dzień i  mam nadzieję że się wam spodoba ;]